Zacząć trzeba od tego, że klubowe gremium, zebrane tego dnia w pełnym składzie, tj. p. Wiktor, p. Kamil, p. Piotr i p. Adam, uznało, iż szarlotka smakowała wybornie.
Odbyły się rozgrywki w szogi, szachy i rój, choć i goban gdzieś tam się przewinął. Odwiedził nas p. Ryszard z Warszawy, który szukał szczęścia w szachach przeciwko p. Piotrowi. Nie odnalazł go mimo paru prób, ale za to mógł spróbować szarlotki. Pojawiła się również ze strony p. Michała, który dosiadł się na krótko, propozycja zagrania w sabotażystę, do czego niestety nie doszło.
Ponieważ nie zachował się żaden zapis goistycznych bojów z tego dnia, wrzucam ciekawą partię, którą zagrałem w Internecie. Według szacunków bota w żadnym momencie gry różnica punktowa między mną a moim przeciwnikiem nie wyniosła więcej niż wartość komi. Czarne (ja) prowadziły najwyżej o 2 punkty, białe o 5. Tak bardzo wyrównany to był bój. Na ile sam jestem w stanie zrozumieć – co zaważyło, to moje dwa-trzy błędne szacunki w oyose. Była to rozgrywka korespondencyjna, która zajęła 3 dni.
plik: Gra 5
Dodaj komentarz