Co słychać?

  • 10 lipca

    Tego dnia spotkaliśmy się niemalże w minimalnym, dwuosobowym gronie (Adam i Kamil). Niemalże, gdyż swoją obecnością uraczył nas p. Krzysztof (sensei), który postanowił skomentować naszą grę. Przez to, że graliśmy wolno (trzy godziny zamiast deklarowanej jednej), komentarz do wybranych zagrań padał w trakcie gry. A było co komentować, gdyż błędy z obu stron zdarzały się raz po raz. Na tyle często i na tyle poważne, że p. Krzysztof ocenił nasz występ na poziomie 20kyu. Co prawda my posługujemy się własnym rankingiem, ale łatka została przypięta i partia pozostanie w naszej pamięci jako „gra 20 kyu”. Zwyciężyły białe (Adam).
    Z ciekawostek cukierniczych była beza, ale żaden z obecnych nie odważył się podjąć wyzwania. Może innym razem…

    plik: Gra 20 kyu


  • 2 lipca

    Zagraliśmy trzyosobowo w przyzwoitą sieczkę, którą Kamilowi udało się wygrać, ubijając sporą grupę w centrum. Po grze sprawdzaliśmy „co by było gdyby” i okazało się, że białe mogły przeżyć i wygrać, także nie dość powiedzieć, że to była tylko przegrana, bo nie ma co się oszukiwać, poddanie potencjalnie wygranej gry oznacza moralne bankructwo.

    Wytłumaczmy to tym, że zabójstwo naszej grupy zostało dokonane przez Kamila w sprzyjających okolicznościach, ponieważ woda z kawałkami owoców i syropem, którą się poiliśmy, okazała się nazbyt słodka, temperatura powietrza nazbyt wysoka, szarlotka nazbyt nieobecna, a szczęście nazbyt niełaskawe. Dzięki temu zbiegowi okoliczności Kamil miał ułatwione zadanie i tą wygraną obniżył handicap do 1 (zawsze bierze czarne).

    Poniższy zapis ma parę drobnych niedokładności, ale generalnie odtwarza całą grę do decydującego momentu.

    plik: Gra 10


    Potem jeszcze zagraliśmy turę w Biały zamek. Okazuje się, że mózg piszącego te słowa odparowuje na widok zbyt wielkiej ilości ikonek i znaczników. Ale może zostały jeszcze jakieś opary na następny raz.

  • 26 czerwca. Heroiczny klimatyzator

    W upalny dzionek pierwszego letniego weekendu udało się zebrać ekipę czteroosobową, a w pewnym momencie nawet pięcioosobową, w sam raz na rengo. Graliśmy wspierani przez klimatyzator, który toczył tak bohaterską walkę z upałem, że pod koniec miałem wrażenie, iż wkrótce nadejdą jesienne chłody.

    Dzisiejszy upał odbiera mi chęć na większą wylewność, ale za to mam zapis początkowej części partii, do którego dodałem kilka komentarzy.

    plik: Gra 9


  • 19 czerwca

    Po przerwie spowodowanej długim weekendem i innymi zdarzeniami, spotkaliśmy się w zasadniczym czteroosobowym składzie (Adam, Wiktor, Piotr i Kamil – ja). Na chwilę też zajrzał p. Krzysztof, sprawdzając, czy nadal się spotykamy w piątki o 18-stej w Usłudze.

    Zagraliśmy na dwóch deskach, ja z Adamem na 5 handi (wygrałem, wyrównując stan na 1:1) oraz Piotr z Wiktorem na równej (Piotr czarnymi). To była bodajże ich pierwsza poważna potyczka na planszy 19×19. Piotr poprosił o grę na czas, gdyż Wiktor potrafi zatracić się w namyśle nad grą. Zagrali więc blitza 7min + 30s byo-yomi. Czarne zbudowały sobie ogromne moyo na bandzie natomiast białe grały z początku asekuracyjnie skupiając się na zabezpieczaniu swoich grup. Kiedy białe postanowiły redukować teren przeciwnika, okazało się to decyzją nieco spóźnioną i czarne utrzymały prowadzenie do końca gry. Zapisów gier niestety tym razem nie mamy.

    Na koniec Wiktor uczył nas grać w grę planszową Biały Zamek. P.S. szarlotki nie było.

  • 29 maja

    Opóźniony i zagubiony w pamięci bój ze spotkania 29 maja (p. Adam vs. p. Kamil). Była to gra, w której p. Kamilowi udało się wygrać bardzo zdecydowanie i obniżyć dzięki temu handicap do 5 kamieni (z naprzemiennych 5 i 6).

    Potem zagraliśmy jeszcze raz, pierwszą grę na nowym handicapie, ale jeszcze bardziej zagubiła się ona w pamięci. Jedyne co po niej pozotało, to wynik – tym razem P. Adam wygrał. Zamieściłem pierwsze parę ruchów tej gry w poniższym kifu pod wariantem B:

    plik: Gra 8


    Dzisiaj, tj. 5 czerwca, najprawdopodobniej będzie przerwa w rozgrywkach, ale ja i tak zamierzam wybrać się na ciastko. Nie będę brał gobanu.