Następne spotkanie:czwartek 3 września

Co słychać?

  • 19 czerwca

    Po przerwie spowodowanej długim weekendem i innymi zdarzeniami, spotkaliśmy się w zasadniczym czteroosobowym składzie (Adam, Wiktor, Piotr i Kamil – ja). Na chwilę też zajrzał p. Krzysztof, sprawdzając, czy nadal się spotykamy w piątki o 18-stej w Usłudze.

    Zagraliśmy na dwóch deskach, ja z Adamem na 5 handi (wygrałem, wyrównując stan na 1:1) oraz Piotr z Wiktorem na równej (Piotr czarnymi). To była bodajże ich pierwsza poważna potyczka na planszy 19×19. Piotr poprosił o grę na czas, gdyż Wiktor potrafi zatracić się w namyśle nad grą. Zagrali więc blitza 7min + 30s byo-yomi. Czarne zbudowały sobie ogromne moyo na bandzie natomiast białe grały z początku asekuracyjnie skupiając się na zabezpieczaniu swoich grup. Kiedy białe postanowiły redukować teren przeciwnika, okazało się to decyzją nieco spóźnioną i czarne utrzymały prowadzenie do końca gry. Zapisów gier niestety tym razem nie mamy.

    Na koniec Wiktor uczył nas grać w grę planszową Biały Zamek. P.S. szarlotki nie było.

  • 29 maja

    Opóźniony i zagubiony w pamięci bój ze spotkania 29 maja (p. Adam vs. p. Kamil). Była to gra, w której p. Kamilowi udało się wygrać bardzo zdecydowanie i obniżyć dzięki temu handicap do 5 kamieni (z naprzemiennych 5 i 6).

    Potem zagraliśmy jeszcze raz, pierwszą grę na nowym handicapie, ale jeszcze bardziej zagubiła się ona w pamięci. Jedyne co po niej pozotało, to wynik – tym razem P. Adam wygrał. Zamieściłem pierwsze parę ruchów tej gry w poniższym kifu pod wariantem B:

    plik: Gra 8


    Dzisiaj, tj. 5 czerwca, najprawdopodobniej będzie przerwa w rozgrywkach, ale ja i tak zamierzam wybrać się na ciastko. Nie będę brał gobanu.

  • 22 maja

    Zjedliśmy pyszne torcik tiramisu oraz śliwkową szarlotkę, po czym zagraliśmy. Najpierw we trzech w rengo, którego jednak nie mogliśmy dokończyć, jako że p. Wiktor musiał opuścić nasze szeregi wcześniej. Zapis niedokończonej gry poniżej:

    plik: Gra 6


    Następnie rozegraliśmy – p. Adam z p. Kamilem – tradycyjną siekaninę, w której to zostałem przechytrzony i pokonany. Ani przez moment nie miałem wrażenia, że zbliżam się do wyrównania gry, choć było kilka desperackich momentów, w których mogłem sobie to już wyobrażać. P. Kamil grał jednak wytrwale i umiejętnie zarówno się broniąc, jak również kontratakując wymuszonymi zmianami kierunku gry tak, bym, jako biały, musiał cały czas na nowo odnajdywać się w sytuacji. Okazało się, że nie byłem w stanie tego zrobić. Oto zapis głównej części gry:

    plik: Gra 7


    Potem pograliśmy jeszcze z p. Michałem w sabotażystę. 🙂

  • 15 maja

    Zacząć trzeba od tego, że klubowe gremium, zebrane tego dnia w pełnym składzie, tj. p. Wiktor, p. Kamil, p. Piotr i p. Adam, uznało, iż szarlotka smakowała wybornie.

    Odbyły się rozgrywki w szogi, szachy i rój, choć i goban gdzieś tam się przewinął. Odwiedził nas p. Ryszard z Warszawy, który szukał szczęścia w szachach przeciwko p. Piotrowi. Nie odnalazł go mimo paru prób, ale za to mógł spróbować szarlotki. Pojawiła się również ze strony p. Michała, który dosiadł się na krótko, propozycja zagrania w sabotażystę, do czego niestety nie doszło.

    Ponieważ nie zachował się żaden zapis goistycznych bojów z tego dnia, wrzucam ciekawą partię, którą zagrałem w Internecie. Według szacunków bota w żadnym momencie gry różnica punktowa między mną a moim przeciwnikiem nie wyniosła więcej niż wartość komi. Czarne (ja) prowadziły najwyżej o 2 punkty, białe o 5. Tak bardzo wyrównany to był bój. Na ile sam jestem w stanie zrozumieć – co zaważyło, to moje dwa-trzy błędne szacunki w oyose. Była to rozgrywka korespondencyjna, która zajęła 3 dni.

    plik: Gra 5


  • 8 maja.
    Torcik owocowy w yosu-miru

    Podczas ostatniego spotkania, z braku szarlotki jabłkowej, kontynuowałem przygodę ze śliwkową, a towarzyszył mi p. Piotr, który również docenia jej walory. W tym czasie p. Wiktor i p. Kamil ponownie przyjęli postawę abstemiczną, nie skruszoną nawet moim późniejszym wyborem owocowego torcika z pysznym, czekoladowym musem, w którym utkwiła para borówek, a którego konsumpcję oglądali z kamiennymi twarzami. Wytrwale pili swoje ascetyczne herbaty i bezalkoholowe napoje chmielowe, gdy sprawdzałem ten nieeksplorowany dotąd kulinarny szlak, zbierając wiedzę, czy warto na niego częściej wchodzić oraz jak na nim się zachować w przyszłości.

    W późniejszym czasie dołączyli do nas inni chętni na planszowe boje, tj. p. Łukasz i p. Michał. Nie zwróciłem uwagi na ich wybory kulinarne, gdyż byłem już zaangażowany w rozgrywkę. Zapis naszego rengo, a przynajmniej tyle, ile dałem radę odtworzyć, zamieszczam poniżej. Dodałem do niego kilka prostych spostrzeżeń dla początkujących.

    plik: Gra 4


    Poza go zagraliśmy też w żaby oraz w rój.