2 lipca

Zagraliśmy trzyosobowo w przyzwoitą sieczkę, którą Kamilowi udało się wygrać, ubijając sporą grupę w centrum. Po grze sprawdzaliśmy „co by było gdyby” i okazało się, że białe mogły przeżyć i wygrać, także nie dość powiedzieć, że to była tylko przegrana, bo nie ma co się oszukiwać, poddanie potencjalnie wygranej gry oznacza moralne bankructwo.

Wytłumaczmy to tym, że zabójstwo naszej grupy zostało dokonane przez Kamila w sprzyjających okolicznościach, ponieważ woda z kawałkami owoców i syropem, którą się poiliśmy, okazała się nazbyt słodka, temperatura powietrza nazbyt wysoka, szarlotka nazbyt nieobecna, a szczęście nazbyt niełaskawe. Dzięki temu zbiegowi okoliczności Kamil miał ułatwione zadanie i tą wygraną obniżył handicap do 1 (zawsze bierze czarne).

Poniższy zapis ma parę drobnych niedokładności, ale generalnie odtwarza całą grę do decydującego momentu.

plik: Gra 10


Potem jeszcze zagraliśmy turę w Biały zamek. Okazuje się, że mózg piszącego te słowa odparowuje na widok zbyt wielkiej ilości ikonek i znaczników. Ale może zostały jeszcze jakieś opary na następny raz.