Tym razem spotkaliśmy się w pięć osób, w sam raz, żeby znowu było nieparzyście i trzeba było kombinować. Długo nie widziany p. Piotr okazał się mieć słabość nie tylko do licznych planszówek, ale również do szarlotek, zjadając jabłkową, a później tę ze śliwkami. Sprawiło to, że sam wpadłem w szarlotkowe sidła i zamówiłem najpierw jedną jabłkową, a później śliwkową numer jeden i śliwkową numer dwa, bijąc dotychczasowy rekord oraz awansując na szarlotkowego woratora. Podgietrzwałdzkie specjały, o ile dobrze pamiętam, skusiły też p. Kamila. Nie wiem jak z resztą, tj, z p. Krzysztofem i p. Wiktorem, którzy również byli obecni. Wydaje się, że prezentowali bardziej ascetyczny typ goisty, pozostając przy kakao i herbacie, ale może nie zwróciłem ich przygodom kulinarnym dostatecznej uwagi, pochylony nad swoim talerzykiem…
W międzyczasie pograliśmy w różne gry, m. in amoebe, shogi oraz go w kilku wariantach – japońskim, koreańskim oraz tybetańsko-olsztyńskim.
Oto moja partia z p. Krzysztofem, którą zagrałem z 3 czarnymi kamieniami i udało mi się zmusić białe do poddania (są dwie lub trzy niedokładności w zapisie, ale od yose i bez większego znaczenia):
plik: Gra 3
Dodaj komentarz